|
11 świadków nie wystarczy 27.07.2010r  11 świadków to za mało, żeby Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych w Sosnowcu uwierzył w wypadek, który zdarzył się przed klatką schodową bloku na osiedlu Rudna 1. Zaczęło się na początku lutego. Alicja Wilanowska, emerytowana nauczycielka, mieszkanka bloku przy ulicy Lotników 5a na osiedlu Rudna, wyszła na spacer z psem. Poślizgnęła się na schodach przed wejściem do klatki. Nie wstała już o własnych siłach. - Najpierw zauważył mnie przypadkowy przechodzień, potem zbiegli się sąsiedzi. To oni wezwali karetkę pogotowia - wspomina kobieta. Została odwieziona do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu. "Zwichnięcie lewego stawu skokowego ze złamaniem dwukostkowym" - zdiagnozował lekarz. Pani Alicja przeszła dwie operacje. Do dziś ma w nodze metalową śrubę. Stopa wciąż jest obrzęknięta, przez co kobieta utyka. Winą za uszczerbek na zdrowiu obarcza zarządcę bloku. - Nie zadał sobie trudu, żeby usunąć ze schodów warstwę lodu i śniegu, nie posypał ich nawet piaskiem. Wszyscy sąsiedzi ślizgali się na tych schodach, w końcu zdarzył się wypadek - żali się sosnowiczanka. Pismo, w którym domaga się odszkodowania, wysłała do Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych. Ten skierował sprawę do ubezpieczyciela z Łodzi. Kilka dni temu Wilanowska otrzymała od niego odpowiedź. Po raz drugi - odmowną. - Ubezpieczony, czyli sosnowiecki MZBM-TBS, nie poczuwa się do winy. Twierdzi, że schody były odśnieżone - informuje Grażyna Bierzgalska z Centrum Likwidacji Szkód Towarzystwa Ubezpieczeń "Uniqa" z Łodzi. Wilanowska nie kryje oburzenia. - Administracja kłamie, żeby pozbyć się odpowiedzialności! Po moim zgłoszeniu obiecywano mi, że naprawią wyszczerbione schody, a obok zamontują barierkę. Do tej pory nic nie zrobili - denerwuje się lokatorka. Dodaje, że do ubezpieczyciela przesłała 11 zaświadczeń od sąsiadów. Wszyscy potwierdzają, że tego dnia schody pokrywała gruba warstwa lodu. Kobieta dziwi się, że tylu świadków to dla Uniqi za mało. Bierzgalska wyjaśnia jednak, że takich dokumentów ubezpieczyciel nie bierze pod uwagę. - Usługa, którą świadczymy sosnowieckiej spółce mieszkaniowej, to tzw. dobrowolne ubezpieczenie. W takim przypadku pieniądze wypłacamy tylko w sytuacji, gdy ubezpieczyciel uzna to za stosowne - wyjaśnia pracownica towarzystwa. Marek Karnaus, prezes sosnowieckiego MZBM-TBS, twierdzi jednak, że Wilanowska sama jest sobie winna, bo za późno zgłosiła administracji wypadek. - My jednak sprawdziliśmy prognozę pogody i okazało się, że wówczas panowała odwilż. Schody były skute z lodu i grubo posypane piachem - deklaruje Karnaus. Inne zdanie na ten temat ma jednak mieszkająca na parterze bloku przy Lotników 5a Aleksandra Brodzińska. - Nie dość, że na schodach była szklanka, to jeszcze wciąż chybotała się metalowa kratka zamontowana wewnątrz. Sama wielokrotnie cudem uniknęłam złamania - twierdzi. Zapewnia, że jak będzie trzeba, bo powie to samo w sądzie. Tej drogi rozwiązania sprawy MZMB-TBS wolałby jednak uniknąć. Po naszej interwencji prezes spółki obiecał, że sprawę pani Alicji rozpatrzy ponownie. Milena Nykiel Gazeta Wyborcza Katowice
|