|
Droga przez mękę 29.07.2010  - Teraz już wiemy jak czują się kiszone ogórki - mówią zdenerwowani pasażerowie sosnowieckiej komunikacji miejskiej. Ostatnia fala upałów dała im się szczególnie we znaki. Jak twierdzą podróżujący, przejazd do pracy lub gdziekolwiek indziej jest prawdziwą drogą przez mękę. Winy doszukują się w fatalnym stanie technicznym większości pojazdów oraz w bzdurnych przepisach. - Proszę sobie wyobrazić przejazd zatłoczonym autobusem w samo południe, kiedy temperatura na dworze wynosi ponad 30 stopni Celsjusza. To prawdziwa męczarnia. Ludzie kiszą się jak ogórki w słoiku! Zupełnie nie ma czym oddychać. Wewnątrz pojazdu próżno liczyć na jakikolwiek przewiew, nie wspominając już o klimatyzacji. Człowiek wsiada i za 10 minut jest cały mokry. Na dodatek zapachy w środku z pewnością nie należą do przyjemnych - opowiada nam jedna z pasażerek. Korzystający z miejskiej komunikacji starają się robić wszystko, aby podróż nie odbywała się w koszmarnych warunkach. - Podczas największego skwaru interweniowaliśmy u kierowcy, żeby przy braku klimatyzacji zostawił chociaż otwarte drzwi z przodu pojazdu. W takich warunkach, kiedy nie ma przewiewu, nietrudno jest omdleć lub nawet stracić przytomność. Kierowca jednak, mimo że doskonale rozumiał pasażerów, odmówił zostawienia otwartych drzwi. Tłumaczył, że takie są przepisy i w razie kontroli byłby narażony na przykre konsekwencje - mówi Jan Woźniak. Jego zdaniem takie przepisy przy ponad czterdziestostopniowym upale nie powinny mieć racji bytu. - Co jest lepsze: otwarte drzwi, czy utrata przytomności? - pyta pasażer. - Nie postuluję przecież otwierania wszystkich drzwi, bo to mogłoby być niebezpieczne. Otwarcie ich z przodu nie powinno stanowić poważnego zagrożenia - dodaje. Innego zdania są jednak przedstawiciele KZK GOP. - W sytuacji opisywanej przez pasażera kierowca postąpił słusznie, ponieważ nie można jechać z otwartymi drzwiami. Być może byłoby to udogodnienie, ale z drugiej strony co by było w momencie, kiedy ktoś by przez te drzwi wypadł? Podczas jazdy może dojść do sytuacji, w której kierowca będzie musiał gwałtownie zahamować. Wtedy o nieszczęście nietrudno. Do tego pamiętajmy, że po autobusach często biegają dzieci - tłumaczy Anna Koteras z Biura Prasowego KZG GOP. Jej zdaniem najważniejsze jest, aby autobusy miały sprawną wentylację. - To, że warunki podczas upałów są trudne nie oznacza, że coś jest z nią nie tak. Na bieżąco staramy się takie rzeczy kontrolować i nie zanotowaliśmy jakichkolwiek nieprawidłowości. Podobnie zresztą nie było przypadku omdlenia w autobusie z powodu upału. Jedyne co można poradzić, to maksymalne otwieranie okien. Przy tak dużych temperaturach nie pomoże bowiem nawet klimatyzacja, na brak której często narzekają pasażerowie. Zatrzymywanie się autobusu co 300-400 metrów, bo tak nierzadko usytuowane są przystanki, powoduje że jest ona zwyczajnie nieefektywna. KZK GOP prosi jednocześnie o wyrozumiałość. - Warunki, z jakimi mieliśmy ostatnio do czynienia trochę nas zaskoczyły. Nikt nie był w stanie przewidzieć wcześniej, że nastaną tak długotrwałe upały. Dlatego ważna jest odrobina wyrozumiałości. Nie tylko dla nas ze strony pasażerów, ale zwyczajnie, dla drugiego człowieka - uważa Anna Koteras. Arkadiusz Kaczor Napisz do autora: redakcja@e-sosnowiec.pl
|