|
Zagłębiacy walczyli pod Grunwaldem 28.07.2010  Ponad 120 tys. widzów, około 2 200 rycerzy biorących udział w inscenizacji i blisko 40 stopni upału. Tak w skrócie wyglądały tegoroczne obchody 600 rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Zagłębie Dąbrowskie również miało w bitwie swoich reprezentantów. O wrażenia i o to, co działo się na Polach Grunwaldzkich zapytaliśmy rycerzy z Będzina i Sosnowca. Bractwo Rycerskie Zamku Będzin stawiło się na miejscu w blisko 30-osobowym składzie. Jego członkowie brali udział w bitwie już po raz dziewiąty. Tomasz Konopka, który na co dzień jest ich dowódcą, podczas bitwy pod Grunwaldem pełnił bardzo ważną funkcję. Mianowicie dowodził Chorągwią Mazowiecką księcia Janusza, pod którą zaciągnęli się również rycerze z Chorągwi Ziemi Sieleckiej. Tak więc Będzin i Sosnowiec walczyły w bitwie ramię w ramię. Agnieszka i Marcin z będzińskiego bractwa rozpoczynają swoje opowiadanie od... kwestii logistycznych całej imprezy. Konkretniej zaś od minusów organizacyjnych, o których głośno było w mediach. - Organizatorzy podeszli do tej edycji Grunwaldu zbyt komercyjnie. Lunapark i budki z piwem rozstawione dookoła pola strasznie raziły w oczy i psuły historyczną atmosferę. Turyści zaś naprawdę nie mieli lekko, zwłaszcza, że problem był nawet z dojechaniem karetek - opowiada Marcin Wasik. Na błędy podczas Grunwaldu zwracają też uwagę członkowie Chorągwi Ziemi Sieleckiej. - Racja wody, która wynosiła 1,5 l na głowę walczącego to było nieporozumienie. Wiadomo, że przy upale taka porcja wystarcza na ok. pół godziny. PKP także zawaliło. Było zdecydowanie za mało połączeń. Wracaliśmy w ścisku, którego nie da się opisać - mówi Marek Kaczmarczyk, prezes sosnowieckiego bractwa. Trudno się dziwić ich rozgoryczeniu, gdyż temu co robią, każdy z nich oddaje się bez reszty. Jednakże zapytani o wrażenia z imprezy już po chwili zapominają o jej negatywnych aspektach i z pasją opowiadają o tym, co kochają najbardziej. - Pod względem dbałości o szczegóły historyczne, z roku na rok jest coraz lepiej - ocenia Marcin. - Ludzie, którzy zgłaszają się do danej chorągwi muszą spełniać odpowiednie wymagania na stroje itp. - dodaje. Członkowie Chorągwi Ziemi Sieleckiej także chwalą sobie tę stronę imprezy. Jak mówi Marek Kaczmarczyk: - Część historyczna była zorganizowana świetnie. Najbardziej dawało się odczuć klimat obozów. Oczywiście wszystko zależało od ludzi, ale wszyscy stanęli na wysokości zadania. Nie było np. picia z plastikowych butelek. - Nasz obóz był jednym z najlepszych - chwali się Radosław Kanios, mając na myśli obozowisko Chorągwi Mazowieckiej księcia Janusza. - Jako jedyni mieliśmy wysoką bramę z wieżą. Oczywiście wystawiane były warty, aby nikt niepowołany nie kręcił się wśród naszych namiotów - podkreśla Radek. Rycerzom zagospodarowano również czas przed bitwą: - Było mnóstwo kramów, w których można było stracić sporo pieniędzy. Świetne były też koncerty muzyki dawnej. A rycerze mogli powalczyć w turniejach. Udało nam się też wziąć udział w uczcie, na której podawano pieczonego dzika - opowiada Agnieszka Molęda, która towarzyszyła będzińskiemu bractwu. Najważniejsza jednak była sama bitwa. A ta, przy blisko 40-sto stopniowym upale była bardzo trudna. - Nasze obozowisko było oddalone od pola bitwy jakieś 500-700 m. Byli tacy, którzy nie zdołali pokonać nawet tego kawałka. Ja sam nie walczyłem, bo w nocy dopadła mnie gorączka - stwierdza Marcin Wasik. Marek również uważa, że dojście na miejsce inscenizacji było nie lada wyczynem, czego niestety nie ułatwiali turyści. - Po bitwie pojawiły się głosy, że była ona słaba, że rycerze prawie nie walczyli. Ale trzeba ich zrozumieć, bo było strasznie gorąco, a przeciętna zbroja waży ok. 30 kg - tłumaczy Marcin. - Wiemy, że po bitwie w jednej z chorągwi ktoś smażył jajka na rozgrzanym na słońcu kirysie - śmieje się Marek. Wojowie podkreślają także ogromne zasługi markietanek, czyli dziewcząt, które w trakcie i po bitwie podawały rycerzom wodę, ocierały pot z czoła i opatrywały ewentualne rany. - Ich pomoc była nieoceniona i serdecznie im za to dziękujemy - mówią zgodnie Marek, Mateusz, Darek i Radek z Chorągwi Ziemi Sieleckiej, na co uśmiecha się towarzysząca im dama, Paulina Biała. Dla wszystkich zagłębiowskich rycerzy tegoroczny Grunwald był niezapomnianym przeżyciem. Szczególnie zaś dla Marcina Wasika, który podczas wyjazdu po blisko 7 latach został pasowany na rycerza. Uczestnicy tegorocznej edycji już zgodnie zapowiadają, że wezmą udział w bitwie również za rok. Na pewno warto do nich dołączyć i może już teraz pomyśleć o wstąpieniu do bractwa. - U nas rekrutacja jest otwarta przez cały czas, więc serdecznie zapraszamy wszystkich chętnych do Chorągwi Ziemi Sieleckiej - zachęca Marek Kaczmarczyk. Izabela Kieliś Napisz do autorki: redakcja@e-sosnowiec.pl
|